|
Czarnohora
2007
"Pełna
galeria z obozu"
„Tam szum Prutu, Czeremoszu,
Hucułom przygrywa,
A wesoła kołomyjka '
Do tańca porywa.”
Nas od mniej więcej kwietnia roku 2007 porwał wir przygotowań, marzeń, rozważań na temat wyprawy w „Polskie góry Ukrainy” – pasmo Czarnohory. Pomysł, który narodził się podczas bieszczadzkich wędrówek w końcu miał zostać zrealizowany. Każdy z nas włożył w ów przygotowania swój czas, wiadomości, inwencje, a efekt przerósł chyba nawet nasze oczekiwania. Okres 10 dni spędzonych na Ukrainie to dla mnie czas w którym mogliśmy zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu, poznać lepiej samych siebie, odpocząć od cywilizacji, to także czas podczas którego w pewnym wymiarze dojrzaliśmy turystycznie, dla mnie była to również przygoda życia której nigdy nie zapomnę i dziękuję wszystkim którzy pozwolili i pomogli mi na Ukraińskie impresje. Bądźmy.
Karol Łyda
Dotarlismy bezpiecznie do domu po 10-dnowej wyprawie na Ukrainę.
Chciałam podziękować wszystkim którzy trzymali za nas kciuki i mysleli o nas.
My o Was ciągle, bo wyruszyliśmy w góry pod sztandarem KT Wszędołaz i wierzę,że zostawiliśy po sobie dobry szklak, który będzie otwarty dla kolejnych młodych wędrowców.
Mam nadzieję, że wkrótce zobaczymy się z Wami i zaczną się wpomnienia i opowieści.
Ale piszę teraz do Was przede wszystkim dlatego,że Czarnohora nauczła mnie pokory do gór.
Tragedia trzech Polaków, którzy zginęli we włoskim masywie Mont Blanc pokazuje,że nieważne jestdoświadczenie, przygotowania do podróży i plany na szeroką skalę, jesli nie ma się tego jednego: bojaźni.
Trzeba pamietać, ze góry i przyroda nie są przychylne człowiekowi i tylko poprzez szacunek do nich zachowujemy ten mały pakt o chwilowej nieagresji.
Sylwia Walczak
Udało nam się!
Udało nam się przemycić Klub (jak miejscowi alkohol w Medyce)
poza ramy czasu /3-letniej nauki/ i przestrzeni /utęsknionego metrażu s.201/
Oto przez blisko dziesięć pięknych dni i nocy
chłonęliśmy Ukrainę-
jej smakowite zakamarki;
przemierzaliśmy Góry o tatrzańskich wysokościach
i ukształtowaniu Bieszczadu;
próbowaliśmy słodzonego mleka od zacnej huculskiej pasterki;
uciekaliśmy do lasu przd bykiem;
haniebnie zmiażdżyliśmy kosówkę;
sypialiśmy na wysokiej na ponad 2000 m n.p.m.połoninie;
w Werchowynie po swoim prywatnym muzeum kultury huculskiej oprowadzał nas sam serdeczny Roman Kumłyk;
we Lwowie obserwowaliśmy konsekrację muzeum ateizmu;
nie dawaliśmy się wrobić w przekręty kasjerek PKP;
współtworzyliśmy kolonie dla ukraińskich chłopców z Żytomierza;
chłonęliśmy ryż z soją, owsiane ciastka i kilogramy chałwy,
wykupiliśmy wszystkie pielmienie i warenyki(...)
Pękałam z dumy, że te czarnohorskie pasma piękna
historycznie rzecz biorąc - do niedawna jeszcze były nasze ...
Choć właściwie: czy to ważne jaki kolor na mapie ?...
W sercu płynie tęcza wielobarwnych wspomnień,
zastygła w zdjęciach które po wakacjach razem obejrzymy.
CIEKAWI SZCZEGÓŁÓW ? ? ?
przybywajcie - jak tylko pojawi się wiadomość o pokazie slajdów...
z pasterskim pozdrowieniem ;) Kasia Dzik-Duda
95 km - raczej niewiele a właśnie tyle dzieli nasze miasto od Dorohuska czyli najbliższego przejścia granicznego z Ukrainą. Mimo to niewielu ludzi kieruje swe kroki na wschód, a jeśli już to tylko z "palących" przyczyn handlowych ,warto jednak pokonać kolejne kilometry ,dotrzeć do Lwowa a stamtąd na południe - w góry Czarnohory. Taką właśnie podróż odbyliśmy na przełomie czerwca i lipca. Kilka dni spędzonych na Ukrainie pozwoliły zobaczyć że ten kraj to nie tylko tanie papierosy, niebiesko - pomarańczowa walka i współorganizator euro 2012 ale przede wszystkim otwarci ,życzliwi ludzie przy których bariera językowa przestaje być problemem ,barwna bogata kultura ,nie do końca okiełznane góry i wiele innych w większości pozytywnych elementów które powodują ,że po 4 miesiącach od powrotu ,na pytanie o miejsce warte zobaczenia bez wahania odpowiadam Lwów i Czarnohora.
Marek Duda
[ powrót ]
|