|
Były to dwa tygodnie w Krainie Piękna. Obóz wędrowny, jak najdalej na północ, jak najdalej na wschód, niemalże w puszcz litewskich przepastne krainy. Tak oto, mówiąc najkrócej, Wszędołaz spędził wakacje 2002...Zaczęło się od długiej, dłuższej niż zazwyczaj podróży pociągiem, którą godnie znieść pozwoliło nam towarzystwo gitary i przygotowanych w domu kanapek. Suwałki i schronisko, na wylotowej ulicy Kościuszki, z początku nie wyglądało zachęcająco. Ale cóż z tego, skoro już pierwszego dnia czekał nas spływ kajakami po Czarnej Hańczy? Spływ niezwykły, półdziki, po obu stronach zielono i pięknie, tylko woda, powietrze, las i my. W takich okolicznościach nawet ręce po dwudziestu kilometrach nie bolą, a deszcz wydaje się być raczej urozmaiceniem, niż przeszkodą we wiosłowaniu. Na wodzie spędziliśmy jeden tylko dzień, zaś pozostałe dwa tygodnie- jak przystało na wieloletnią tradycję klubu- przemaszerowaliśmy. Każdego dnia towarzyszyły nam widoki niemożliwe do opisania, do sfotografowania, do namalowania... A poza nimi- słoneczna pogoda, nieustająca gra w siatkówkę, kąpiele w wybitnie czystych jeziorkach, ogniska i śmiech. Nocowaliśmy w różnych miejscach, w oddzielonym od świata drewnianym Udziejku, w otoczonej lasem szkole w Smolnikach, a wreszcie w Bachanowie nad Hańczą, miejscu tak czystym, że nocą podglądaliśmy w jeziorze raki. Zdarzało się, że idąc polnymi ścieżkami, cały dzień nie spotykaliśmy nikogo. No, poza kilkoma krowami i zasiekami z kolczastego drutu- smutna pamiątka przeszłości, nie pasująca do czarodziejskiego klimatu Suwalszczyzny. W drugim tygodniu obozu zahaczaliśmy częściej o małe miasteczka, niż o wsie, bardziej pachniało wschodem, kiedy naocznie, w największym upale, poznawaliśmy Dubieninki, Gołdapię... Ale i to miało niepowtarzalny klimat, wakacyjny, podróżniczy. Tylko świadomość, że lada dzień, lada moment będziemy musieli wracać do domu, psuła nam humory. Ostatniego dnia, pierwszy raz od spływu kajakowego, wysłuchane zostały modlitwy o deszcz wędrówka nasza zakończyła się dzikim tańcem wśród lecących z nieba kropel. Każdy z nas obiecał sobie zapewne, że wróci tu, w tereny nienaruszone przez pseudo-turystów, gdzie zapomniane folwarki wtapiają się w krajobraz lasów i jezior, oraz współżyją z krążącymi w powietrzu śladami Historii. A jeżeli nie każdy, to na pewno większość z nas... List ten został wysłany z kresów Suwalszczyzny. Pozdrowienia, ot, zwykłe, bez nudnej dłużyzny Zawiadomienie tylko, że wszystko w porządku I że żadne na świecie miejsce - bez wyjątku - Nie ma szans stać się krainą Piękna Wszechczasów Bez ani odrobiny dzikiego szeptu lasów, A ten pojmie, że Piękno nie jest samozwańcze Kto ociepli raz dłonią lodowatą Hańczę, Albo popatrzy w oczy raka suwalskiego Który nieskrępowany zerknie wprost na niego, Potem odpłynie tyłem z raczą wyniosłością Z własnego bezpieczeństwa mądrą świadomością Zasłyszaną w szuwarach nie opodal wieścią Że przyszłość zatrzymała się gdzieś na przedmieściach Bawcie się zatem dobrze i wypoczywajcie Korzystajcie z wakacji, tu- nie przyjeżdżajcie... Ewa Frączek |