Spływy kajakowe

Czarna Hańcza 2003



    Na początku ostatnich wakacji, w pierwszych dniach lipca, pojechaliśmy na spływ kajakowy, którego trasa prowadziła od Starego Folwarku - Czarną Hańczą i Kanałem Augustowskim do Augustowa. Nasza ekipa to: 14 uczestników 2 osoby kadry i ratownik.
    Piękne widoki i wspaniała pogoda sprawiały, że czuliśmy się jak w innej rzeczywistości. Właściwie żadne problemy nie zawracały nam głowy. Sunęliśmy tylko rzeką wśród zieleni i dzikiego ptactwa. Spotykane łabędzie zachwycały nas pięknem i majestatem, ukazując swoją wielkość broniąc piskląt. Zwalone kłody i całe drzewa trzeba było zręcznie omijać, ale po dwóch dniach nawet niedoświadczeni kajakarze nauczyli się bezbłędnie to robić. Gdy docieraliśmy, po dniu spędzonym w kajaku, ok.17.00 do pola namiotowego, wszyscy byli, jak zwykle, zmęczeni, ale pełni humoru. Rozbijaliśmy namioty i oczekiwali na wyczyny grupy gotującej obiad. A było na co: majeranek z bigosem, majeranek z fasolką, majeranek z flakami, majeranek... Każdy wieczór kończył się wielkim ogniskiem przygotowywanym przez chłopaków i wspólnym śpiewaniem, czasem nawet do rana (dla warty nocnej). Nasz Szef z Krzysiem Ratownikiem grali na gitarze, a my śpiewaliśmy i wygłupialiśmy się.
    Największą atrakcją jednego z postojów była sauna, z której wszyscy skorzystaliśmy. Zerwaliśmy gałązki brzozy, którymi się w saunie biczowaliśmy sami lub siebie nawzajem. Po każdej kąpieli w saunie, a było ich 4, wskakiwaliśmy natychmiast do rzeki. Dużym urozmaiceniem trasy wiodącej Kanałem Augustowskim były śluzy. Przepływanie przez nie na zawsze zostanie mi w pamięci. To niesamowite uczucie, gdy poziom wody w ciągu zaledwie kilku minut podnosi się o kilka metrów! Najgorzej było, gdy padał deszcz. Trafiliśmy raz na pole namiotowe, kiedy zaczynało kropić. Po godzinie zrobiła się niezła ulewa! Jak się później okazało, nasz namiot i wszystkie rzeczy z jego środka są kompletnie przemoczone. Musieliśmy spać w wilgotnych śpiworach w przyczepie z jedzeniem. Przez całą noc miałam pod nosem garnek z fasolką po bretońsku!

    Samo spływanie rzeką nie było ciężkie. Natomiast pokonanie jeziora już stanowiło problem., szczególnie przy dużym wietrze. Najlepiej było osobom które ważą kilka kilogramów, inni musieli dociążać kajaki kamieniami. Przedostatniego dnia dotarliśmy do Augustowa. Tu oficjalnie zakończyła się nasz kajakowa przygoda. Pozostała część ściśle turystyczna: wyjazd na Litwę, gdzie zwiedziliśmy Wilno i Troki. I oczywiście zobaczyliśmy piękny Niemen, który urzekł nas do tego stopnia że za rok kolejny spływ odbędzie się właśnie tam. Więc czekamy...
Maryśka Wilgat





[ powrót ]