WRZELOWIECKI PARK KRAJOBRAZOWY
Piotrawin- Kluczkowice- "Grądy"- Wandalin
XV Rajd Klubu Turystycznego- 7-8.IV.2001
Uczestnicy:

Ewa Frączek
Kamila Stodulska
Zbigniew Cierech
Michał Podlaszewski
Kadra:

Wojciech Girguś- szef
Grzegorz Kornet- zastępca szefa



   Rajd po okolicach Wrzelowieckiego Parku Krajobrazowego był, jak zresztš każdy nasz wyjazd, zupełnie wyjątkowy. Od samego początku towarzyszyła nam niezastąpiona atmosfera nadchodzącej właśnie wiosny. Mimo iż nie stanowiliśmy wyjątkowo wielkiej grupy- było nas raptem sześć osób- dziarsko maszerowaliśmy naprzód podziwiając urokliwe okolice Parku. Pierwszym etapem wędrówki była trasa z Piotrawina do Kluczkowic.M
   Z każdym krokiem robiło się coraz cieplej. Po upływie kilku godzin pozrzucaliśmy okrycia wierzchnie, wystawiając twarze w kierunku wiosennego słońca. Od czasu do czasu robiliśmy oczywiście krótki postój, który przez większość był wykorzystywany na konsumpcję porobionych w domu kanapek, a przez ''Dudusia'' zaś- na naukę zadanego mu na poniedziałek po rajdzie wiersza. Z jednej strony marsz sprawiał nam przyjemność, z drugiej strony jednak mieliśmy już ochotę znaleźć się w miejscu docelowym i wreszcie coś zjeść. Już podczas zbliżania się do Kluczkowic zauważyliśmy, że wokół nas skacze coraz liczniejsza grupa... żab. Teren, na którym się znajdowaliśmy był dosłownym królestwem zaczarowanych księżniczek. W ogóle nie zrażone naszą niespodziewaną bądź co bądź wizytą korzystały w pełni z uroków wiosny. Poruszały się bowiem dwójkami, a nawet trójkami, czy czwórkami. Szef Wojtek krążył wokół nich z aparatem i niczym paparazzi, fotografował je w najintymniejszych momentach. W samych Kluczkowicach także musieliśmy wyjątkowo ostrożnie stąpać, aby żadnej z żabek nie zrobić krzywdy. Pierwszy głód zaspokoiliśmy jogurtem waniliowym i herbatnikami, w jedynym sklepiku w owej mieścinie. Potem poszliśmy prosto do ośrodka, w którym mieliśmy nocować. Oprócz żab mieszkały w nim również trzy psy. Ponadto wśród drzew wyznaczone było miejsce na ognisko, a tuż obok znajdowało się jezioro z drewnianym pomostem. Pełne żab, oczywiście. Dlatego też natychmiast po krótkim odpoczynku wyszliśmy na dwór usiąść na pomoście, pograć na gitarze i pośpiewać. Tak spędziliśmy zresztą całą resztę dnia. Absolutnym hitem rajdu okazały się takie piosenki jak "W Leluchowie" czy "Głupi Gienek".
   Największą niespodzianką następnego ranka było... śniadanie zamówione wcześniej w ośrodkowej stołówce. Nie spodziewaliśmy się bowiem, że uraczeni zostaniemy wielką porcja pysznej jajecznicy podanej ze świeżym chlebem, warzywami, wędliną i serem. Tak miły początek dnia sprawił, że już do wieczora uśmiechy nie schodziły nam z twarzy. Szybko, aby jak najwięcej skorzystać z wiosennego dnia poszliśmy na spacer po okolicznych lasach.
   Było spokojnie, wiosennie i... tak dobrze, że nikomu z nas nie chciało się wracać do zatłoczonego Lublina. Dlatego też z Kluczkowicami, pomostem i żabami rozstaliśmy się naprawdę z żalem i przekonaniem, że odnaleźliśmy kolejne miejsce, do którego wracać będziemy z przyjemnością.


[ powrót ]