Krzczonowski Park Krajobrazowy 10.10.2002
Uczestnicy:

Zamorowski Andrzej
Litwiński Jakub
Wilgat Maria
Dziura Anna
Urbanek Monika
Rodzik Paulina
Kuwałek Piotr
Piotr Mirosław
Kazubek Krzysztof
Chudzik Damian
Łuszczki Maciej
Walczak Sylwia
Binieda Michał
Kadra:

Czapczyński Sławomir
Girguś Wojciech

"Pełna galeria z wyprawy"




   Po wrześniowym kryzysie finansowym większości osób uczących się nastał długo oczekiwany nowy miesiąc. Podręczniki kupione więc można odłożyć coś na rajd. Tym razem za kierunek wyjazdu obraliśmy Krzczonowski Park Krajobrazowy. Jak zwykle zbiórka rano na dworcu, klasyczne szukanie jakiegoś "badziewiaka'' czyli busa, który w tłoku dowiezie nas do Krzczonowa. Wszystko idzie jak po maśle. Pół godzinki i jesteśmy na miejscu. Ostatnie doprowiantowanie i klasyczny odzew Szefa "Gotowi, w buty!". Trasa zapowiada się łagodnie. Kilkanaście kilometrów po malowniczym terenie w taką pogodę (a było naprawdę wiosennie) jest czystym odpoczynkiem. Zaczynamy od krótkiej lekcji topografii. Czytanie mapy i szukanie na niej jakichś szczegółów okazuje się nie być sprawą prostą, tym bardziej, że zostały wykonane kilkanaście lat temu. Ale co tam. Wspólnie daliśmy radę rozwiązać zadania Szefa. Po rozgrzewce na asfalcie "wbijamy" w Las Królewski i ścieżką dydaktyczną maszerujemy do Śmierdzącego Źródełka. Przechodzimy przystanki: Łęg jesionowo - olchowy, Sztuczny zbiornik wodny, Las gradowy. Jakie było nasze zdziwienie gdy sławetne źródło nie chciało śmierdzieć - to się nazywa pech. Dalej idziemy już na orientację, szukamy reperów, grzybów i jeszcze licho wie czego. Czas powoli mija a my tu kanapka, tam łyk herbaty tu Kadra robi postój na ... kto zna naszych wychowawców to wie na co.
   Teren powoli zmienia się. Wychodzimy z lasu, podziwiamy błoto w szczerym polu (oczywiście na naszych butach i spodniach). Zagłębiamy się w piękny wąwóz, wspinamy się w kamieniołomie i podziwiamy uroki wsi. Znowu asfalt. Ciekawe że we wsi nie ma czynnego sklepu. Faktycznie, po co ktoś ma coś kupować, w końcu nie wyglądamy na poważnych klientów. Może i lepiej. Głód zaczyna nam powoli doskwierać więc czas na ognisko. Po żmudnych poszukiwaniach skrywamy się w leśnej gęstwinie by przy dźwiękach gitary podziwiać chłopaków rozpalających ognisko, a szczególnie Kubę i Jędrka i ich zacięcie do przepuszczania denaturatu przez chleb. Pragnienie ma wiele obliczy .... Tym optymistycznym akcentem zakończyliśmy pobyt w Parku. Szkoda, że na przyjmowanie turystów nie jest on szczególnie przygotowany. Naprawdę szkoda.


[ powrót ]