ROZTOCZE POŁUDNIOWE 9-11. 11.2003

Cerkwie - Dzwonnice - Bunkry


Uczestnicy:

Paweł Goguł
Iga Sarzyńska
Kasia Pietras
Kasia Pluta
Olga Janocińska
Beata Żurek
Jacek Szabat
Maciej Łuszczki
Sylwia Walczak
Marcin Jabłoński
Marcin Legwant
Daniel Radej
Krzysztof Kazubek
Stefan Sękowski

Kadra:

Jacek Kluczyk
Girgu¶ Wojciech




Dzień I
    Godzina 7.30, parking przy ul. Lipowej, deszcz wisi w powietrzu, ci¶nienie niskie, spada (a niech spada, żeby tylko nie deszcz). Jeden z nas wstał lew± nog±, choć jeszcze o tym nie wie, bo nie zleciał jeszcze ze schodków busa, nie oblał się herbat± i nie zepsuł swojego obiektywu od aparatu. Ale to dopiero pocz±tek naszej trzydniowej wyprawy. Jak co roku wyruszamy na nasz roztoczański rajd w oczekiwaniu zimy i ¦więta Niepodległo¶ci. Tym razem nasza grupa liczy 14 uczestników oraz 2 osoby kadry. Powitanie uczestników, sprawdzenie listy obecno¶ci i spać. Jedziemy (może to ¶wiat się za oknem porusza, ale tego nikt nie sprawdził). Pierwsz± atrakcj± naszego rajdu był zaniedbany pałac Łosiów w Narolu, następnie w Wola Wielka (gdzie znajduje się cerkiew z dzwonnic±) i oczywi¶cie nie istniej±ca wie¶ Dahany (a raczej trudne do zidentyfikowania ¶lady). Horyniec - i stało się, bus znikn±ł za zakrętem, zostali¶my sami- mogli¶my polegać tylko na własnych nogach (Szef jeden wie ile nam zostało do przej¶cia). Ciężko się szło wszędołazowiczom (przynajmniej tak twierdzili). Dzień został zakończony ogniskiem, które pomimo deszczu i na nasze ocalenie przed atakuj±cym zimnem rozpalił nasz Szef (opiekun, nauczyciel V LO Wojciech Girgu¶). Sala polonistyczna w miejscowej szkole posłużyła nam za sypialnię, zmęczenie wzięło górę nad siln± wol± zaraz po pierwszej.

Dzień II
    Pogoda (5 stopni C, biometr korzystny) sprawiła nam mił± niespodziankę, więc chętnie ruszyli¶my w trasę nie wiedząc co nas czeka. Las co chwile był przecinany ł±kami, gnali¶my cały czas do przodu z plecakami, które zuchwale męczyły nasze plecy. Po drodze podziwiali¶my bunkry linii Mołotowa - s± nadal zaminowane, ale w nieco inaczej (zapewne przez zwierzynę) co zdołano sprawdzić jednym plecakiem, który na szczę¶cie ocalał. Kręt± drog± dotarli¶my do cerkiewiska w Moczarach, gdzie stała kiedy¶ cerkiew maj±ca budowę trójdzieln± o czym wiedział każdy zjadacz wszędołazowego chleba. I tu zastała nas noc. Gdy doszli¶my do Werchraty (gdzie znajduje się cerkiew z dzwonnic± )zmęczone nogi sugerowały nam ile przeszli¶my, ale dopiero Szef u¶wiadomił nam, że było to tylko 23 km. Wieczorem Krzysiek K. udowadniał wszystkim, że umie posługiwać się szachami. Nie zabrakło ¶piewania i ciepłej herbaty. Po takim dniu miło było położyć się w łóżeczku i oddać się we władanie Morfeuszowi.

Dzień III.
    Po rozklejeniu powiek okazało się, że woda rzeczywi¶cie zamarza w 0oC (czyli 273,15 Kelwina ale i 32 Fahrenheita), i że to też może być temperatura pokojowa. Jeden weteran nie mógł się wygrzebać ze ¶piwora (zapomniał, że ma dyżur gospodarczy w jednym z nowych adeptów), dlatego też opu¶cili¶my nasze zakwaterowanie z lekkim po¶lizgiem. Po pewnym czasie doszli¶my do wsi Prusie (gdzie znajduje się cerkiew z dzwonnic±). Po kilku ładnych (bo długo i malowniczo) godzinach marszu znaleĽli¶my się w Siedliskach (gdzie znajduje się cerkiew z dzwonnic±). Można tam było zobaczyć kapliczkę ¶w. Mikołaja na wodzie, cerkiew z dzwonnic± i skamieniałe drzewa, a także... naszego bus-a. Tym ¶rodkiem transportu dotarli¶my do Hrebennego, gdzie obejrzeli¶my cerkiew z dzwonnic± a następnie do Bełżca. Tu kila słów o obozie zagłady z czasów II wojny ¶wiatowej. Wszyscy czekali jednak na ostatni punkt naszej wycieczki, bo Krzysztof obiecał nam rysie. Zobaczyli¶my je w cerkwi p.w. ¶w. Bazylego w Bełżcu (dla niezorientowanych rysie to belki podtrzymujące dach). Wszyscy wrócili¶my do Lublina ok.18.To była dla nas trudna lekcja życia i szkoda, że ostatnia w tym składzie - z absolutnie fantastycznymi maturzystami.

Paweł Goguł


[ powrót ]