Roztocze Środkowe

22-23.10.2005

 

Uczestnicy:

Katarzyna Duda

Paweł Goguł

Wojciechowska Anna

Kamil Wójcik

Łukasz Jędrzejek

Magda Włosek

Duda Marek

Łukasik Piotr

Ligęza Łukasz

Karol Łyda

Chrzanowski Łukasz

 

Kadra:

Wojciech Girguś

Walczak Sylwia

 

"Pełna galeria z wyprawy"

 

 

Piątek, 2000

Pakować się czy nie pakować? Eee, w końcu zbiórka jest dopiero jutro, mam jeszcze czas! A tymczasem wzywa mnie Komputer.. :D

Sobota, 900

Leżę sobie w łóżeczku i psychicznie przygotowuję się na rajd. Mama mówi, żebym przed wyjściem wszystko dobrze sprawdził (woda, gaz itp.) i żebym się już pakował, po czym wychodzi z domu.

1030

Siedząc sobie przy komputerze postanawiam zacząć się pakować o 11.

1100

Ależ mi dobrze idzie… Oj jeszcze tylko troszeczkę!

1150

Ups! Chyba się troszkę zasiedziałem J Ale spoko, mamy czas!

1200

Ooo kurcze, to ten plecak jest taki mały?!? A myślałem, że jest większy…

1201

Yyy, ale ten śpiwór jest wielki! Ciekawe czy zmieści mi się do plecaka?

1205

Uff, wepchnąłem śpiwór do plecaka! Pytanie: czy zmieszczę resztę rzeczy?

1215

Do zbiórki 1 h 15 min – mam czas, szczególnie, że nie pakuję wielu rzeczy.

1225

Śpiwór – już, klapki – już, ubrania – już, szczoteczka i reszta – już; ciekawe o czym zapomnę?

1230

O kurcze! Obiad! Kanapki! GŁUPI KOMPUTER!!

1240

Dobra, kanapki już, obiad się robi. O czym ja jeszcze zapomniałem…?

1243

Ale jaja, kanapki nie mieszczą mi się do plecaka :P

1245

Obiad zrobiony, kanapki upchnąłem i wciąż mam 45 min do zbiórki :D

1250

Zadziwiająco spokojna myśl: „Hehe, a o której ja mam właściwie autobus?”

1255 [Jedząc obiadek sprawdzam w Internecie rozkład jazdy]

Busik na dworzec odjeżdża za… 20 min!

1300

Zdążę, na pewno zdążę.. Nie ma takiej opcji żebym nie zdążył! W zasadzie już wszystko spakowane.

1308 [7 min do autobusu]

Aaaa, popsuły mi się sznurówki w butach!!! Nie zdążę! Ktoś mi wyrwie nogi z pewnej części ciała!

1309

GARNEK! Zapomniałem o menażce!

1312 [W drodze na przystanek – sprint]

Zdążę, nic nie jedzie.. Ooo kurde! AUTOBUS!!!!

1313 [Po szaleńczym biegu i złamaniu kilkunastu zasad ruchu drogowego]

Uff, to był inny autobus… Zdążyłem ze wszystkim i jestem cwaniak :D

1315

Yyyych!! Kubek!! Zapomniałem o KUBKU! Ktoś mnie chyba zniszczy…

1318

Eee, gdzie ten autobus?!? To nie może tak być, żebym się spóźnił przez autobus!

1319

Autobus! Juhuu! Damy radę!

1323 [W drodze na dworzec]

Oj.. Czy ja zamknąłem dom? Hmm, chyba zamknąłem.. Ale czy wyłączyłem kompa z prądu? Oj… A zresztą, teraz już za późno :P Najwyżej spali mi się dom :]

1327 [Dworzec PKS]

YEAH! Zdążyłem!! ......

…Tak właśnie rozpoczął się mój pierwszy rajd z Wszędołazem. W ciągu najbliższych 36 godzin miałem dowiedzieć się czy:

  1. Dam radę i nie zrobię niczego głupiego.
  2. Szef i członkowie klubu dadzą radę ze mną wytrzymać

 

O godzinie 13:45 stłoczeni w autobusie ruszyliśmy do Zwierzyńca. Podróż minęła szybko (zbyt szybko dla tych niewyspanych) i ani się obejrzeliśmy, a już byliśmy w Zwierzyńcu. Szef, PG, Maro, Pilot Łukasz i ja poszliśmy na zakupy (ciekawe jak sprzedawczynie wyjaśniły po naszym wyjściu brak jedzenia na sklepowych półkach niecierpliwym klientom, po czym wszyscy zrobiliśmy sobie małą, absolutnie nie pozowaną, sesję zdjęciową i ruszyliśmy do internatu, podziwiając przy okazji uroki Zwierzyńca.

Po zakwaterowaniu w przytulnych pokoikach i uzbieraniu chrustu na ognisko zabraliśmy latarki, kanapki, picie, ciepłe ubranka i ruszyliśmy na rekonesans najbliższej okolicy. Nocne manewry – to jest to! Wędrowaliśmy i wędrowaliśmy… Przy Stawie Echo zobaczyliśmy stadko potomków tarpana  - Koniki Polskie  (co ja mówię - zobaczyli, ONI zobaczyli – ja z racji mej wspaniałej krótkowzroczności musiałem nadrabiać wyobraźnią), potem przeszliśmy jakimiś mało widocznymi drogami do Rudki gdzie, grupowo leżąc na pomoście, podziwialiśmy piękne, gwiaździste niebo… Niezapomniany widok. Gawędząc na różne tematy wracaliśmy do internatu. Porządnie głodni i zziębnięci ogarnęliśmy się tylko i od razu pomaszerowaliśmy na ognisko. Przy ogniu wiadomo – wspaniała atmosfera, kiełbaski, ciekawe tematy rozmów i piękne piosenki…

Siedzieliśmy sobie tak aż do późnego wieczoru , kiedy to Szef kazał nam zbierać manatki i iść się myć – przecież rano wychodzimy… Skończyło się na tym, że gdy kadra o 2  omawiała miniony dzień i sprawy wychowawcze, my  robiliśmy to samo, z tym że nieco bardziej żywiołowo i emocjonalnie. Efekt: porządny ochrzan od Szefa.

Po aż 5 godzinach snu zjedliśmy śniadanie (lub raczej staraliśmy się je w siebie wepchnąć), a Łydzik i ja  doszliśmy do pewnego niezwykle górnolotnego wniosku: nie należy zostawiać ziemniaków w ognisku dłużej niż trzeba – po kilku godzinach spędzonych w żarze ziemniaki w myśl zasady „z prochu powstałeś…” obróciły się bez żadnego uprzedzenia i pożegnania (a to buraki) w popiół. Ostatniego kartofla [akurat ten jako jedyny nie trafił w żar i się nie przypiekł ] mężnie próbował spożyć Łydzik.

Po pysznym śniadaniu zapakowaliśmy swoje graty i opuściliśmy nasze przytulne mieszkanko; czekała nas długa droga – ze Zwierzyńca mieliśmy przejść do Szczebrzeszyna. Natura była  nas bardzo łaskawa i przez cały rajd mieliśmy śliczną  pogodę! Szło się nam bardzo przyjemnie i wesoło, podziwialiśmy przepiękne krajobrazy i przyrodę przygotowującą się na przyjście zimy. Drzewa oblane złotem, zielona trawa, niekończące się pola, radosny śpiewa ptaków, powiew delikatnego jesiennego wiatru… Zapierające dech w piersiach przeżycie… Przekonałem się również jak musiał czuć się Frodo idąc na bosaka ku Górze Przeznaczenia. Jeszcze poprzedniego dnia uświadomiłem sobie, że moje buty raczej nie nadają się na długie piesze wycieczki, a teraz boleśnie odczuwały to moje stopy i tworzące się na nich liczne odciski. Ale cóż, nawet to miało swoje dobre strony (jakieś musiało mieć :P), mogę powiedzieć, że przeszedłem mały chrzest. W drodze wtrząchnęliśmy wszystkie kanapki, które zostały po śniadaniu (będzie ze trzy talerze) i resztę smakołyków, które jakimś cudem ostały się po poprzednim dniu. I tak, krok po kroku, zbliżaliśmy się do końca naszej podróży… Zadowoleni, przyjemnie zmęczeni…

Spędziliśmy ze sobą trochę miłego czasu, jeszcze bardziej utrwaliły się nasze więzi, a wspomnienia na długo pozostaną w naszych głowach. Mimo iż rajd trwał tylko dwa dni, to jednak uważam go za bardzo udany! Dodatkowo jest to dobry początek nowego roku szkolnego i miejmy nadzieję, że wieszczy on kolejne,  udane rajdy! I liczę na to, że mnie na nich nie zabraknie …

 

Łukasz Ligęza

 

 

 

[Powrót]