Ekspedycja BUG
20-21.06.2006
Uczestnicy:
Duda Marek
Łukasik Piotr
Weronika Sobieszyńska
Wojciech Gnyp
Wioletta Pytka
Magda Włosek
Iza Rodak
Kasia Tarajko
Paulina Drozd
Ligęza Łukasz
Ania Goguł
Agnieszka Kowalska
Kowalik Rafał
Kadra:
Dyrektor Pan Zbigniew Jakuszko
Wojciech Girguś
Okres ogólnie pojętych imprez studenckich lekko zniechęcał mnie do pakowania się na wyjazd. Na całe szczęście w piątek wieczorem rozpadał się deszcz a mnie zaczęła boleć głowa. To oznaczało mniej więcej tyle, że mam szansę wstać w sobotę punkt 5.40 aby nie spóźnić się na zbiórkę. Niestety myliłem się... Szybkie pakowanie do bus-a i w drogę.
Początek trasy w Wygodzie k/Janowa Podlaskiego.
Tam, po kilku minutach przygotowań wyruszyliśmy w drogę, a wraz z nami mieszanina wszelkich specyfików antykomarowych typu Autan czy Off . O stadninie koni słyszał chyba każdy w Polsce. Podczas zwiedzania Marek wygłosił nam krótką prelekcję na temat jej historii oraz tego co w niej najcenniejsze - samych koni. One nie żywiły do nas jednak sympatii :(
Sycąc oczy pięknymi widokami, rozmawialiśmy o tym i o owym, czasem podśpiewując coś pod nosem. Madzia nie omieszkała pozować do niepozowanego zdjęcia z bzem, Kasia opowiedziała nam, co nieco o faunie oraz florze PK „Podlaski Przełom Bugu”, przez lornetkę obejrzeliśmy czaplę siwą oraz inne okazy ptaków, Łukasz umilał nam czas swoimi błyskotliwymi żartami, a Madzia z Pauliną nie dawały mi spokoju, jako że był to mój Wszędołazowy debiut (podobno każdy to przechodził, musiałem więc i ja).
Nim się obejrzeliśmy doszliśmy do Woroblina- małej, malowniczej wioski, w której zachowało się do tej pory wiele starych, drewnianych chat. Tam, pod rozłożystą lipą, przedstawiłem klubowiczom swoje racje na temat owego miejsca; z Wojtkiem zrobiliśmy kilka fotek, a następnie poszliśmy posiedzieć na duuużej skarpie, z której to rozciągał się sielankowy widok okolicznych pól, łąk oraz łęgów okalających zakola Bugu.
Z Woroblina do Zaczopek a następnie do Pratulina. Tu odwiedziliśmy Sanktuarium Bł. Męczenników Pratulińskich. Agnieszka i Paulina opowiedziały nam historię tego miejsca i wydarzenia z nim związane. Pratulin znany jest z bohaterskiego oporu unitów, broniących swej świątyni (opisanych m.in. przez W. Reymonta w „Ziemi chełmskiej"). Miało to miejsce 24 stycznia 1874 roku, kiedy to do zgromadzonych na przycerkiewnym cmentarzu unitów, żołnierze carscy otworzyli ogień. Zginęło wtedy 13 unitów- męczenników pratulińskich. Po tym spędziliśmy chwilę na cmentarzu nieopodal Sanktuarium, po czym busem, a jakże, udaliśmy się do Nepli. Tam po rozpakowaniu się, ułożeniu ogniska, oraz przygotowaniu kuchni do dalszych działań dyżuru gospodarczego, wyruszyliśmy na ścieżkę dydaktyczną „Szwajcaria Podlaska”, na której to Wojtek wraz z Karolem pośród chmary komarów próbowali się eksploatować i przekazać nam jakieś informacje na temat tego, jakże pięknego miejsca. Tego popołudnia mieliśmy dużo szczęścia, podczas zwiedzania rezerwatu rozpadał się deszcz, który sprawił, że zwykłe zdjęcia wyszły jak sepia, a po nim pojawiła się niesamowita tęcza. Po opuszczeniu rezerwatu, posłuchaliśmy Łukasza, który przygotował wykład na temat działań wojennych na pograniczu. Potem udaliśmy się w dalszą drogę by móc posłuchać legendy o „kamiennej babie” oraz móc zobaczyć przepiękne nadbużańskie krajobrazy z wieży widokowej. Dzień zakończyła wspólna kolacja oraz ognisko, na którym Iza dała nam porządną lekcję śpiewu, a mnie rozbolało gardło.
Drugi dzień rajdu należał do Pana Dyrektora. Rano po śniadaniu szybko posprzątaliśmy a następnie zwarci i gotowi stawiliśmy się przed busem, który tym razem zawiózł nas do Łobaczewa, pierwszej miejscowości, w której zwiedzaliśmy forty Twierdzy Brzeskiej. Na miejscu Dyrektor opowiedział nam o działaniach wojsk rosyjskich, zwiedziliśmy forty, poszukaliśmy łusek nabojów na strzelnicy, by następnie udaliśmy się do Koroszczyna. Po drodze pokłóciłem się z moim drugim ja. Kasia postanowiła, że pomoże mi w rozwiązaniu mojego problemu i już po kilku minutach poczułem się jakby ręką odjął… Jej żarciki sytuacyjne szybko wybawiły mnie z opresji, moja druga osobowość również była zadowolona z terapii, którą nam zaserwowano.
Przed Koroszczynem dziewczyny w składzie Czarna, Madzia, Paulina i Wiolka pstryknęły kilka odjazdowych ;) fotek, a Szef dostrzegł hen w oddali jakiegoś niespotykanego ptaka wszyscy oczywiście wszyscy pałali chęcią by go zobaczyć. Na miejscu Dyrektor opowiedział nam ciekawą historię tego miejsca, próbowaliśmy go nawet zwiedzić, jednak zdrowy rozsądek wziął górę i tak szybko jak do niego weszliśmy, musieliśmy go opuścić.
Rafałek [Powrót]
Po wizycie w Koroszczynie, zafascynowani zbieraniem krzemieni poszliśmy do Kobylan, gdzie już czekał na nas bus z Panem Marcinem za kierownicą. W tym momencie udaliśmy się do Lebiedziewa, gdzie odwiedziliśmy stary cmentarz tatarski. Stamtąd pojechaliśmy prosto do Kostomłotów. Tam czekał na nas Ojciec Roman, jak zwykle znalazł dla nas czas by poopowiadać nam ciekawe historie na temat niepotrzebnych podziałów w Kościele oraz konsekwencji z tym związanych. Po wizycie w cerkwi, udaliśmy się na strawę, w niedzielę obiad zaserwował nam sam Pan Dyrektor. Nie ukrywam, że atmosfera podczas grillowania na powietrzu była dosyć gorąca. Wszyscy byliśmy już nieco zmęczeni szkołą i nawet Pan Dyrektor domagał się szybszych wakacji.