Roztocze Środkowe

Józefów – Hamernia – Majdan Sopocki – Susiec – Tomaszów Lubelski
6 - 7.10.2007r.

Uczestnicy:
Paulina Drozd
Wioletta Pytka
Hanka Dropko
Michał Stelmaszczuk
Jan Szewczak
Artur Ejtel
Łukasz Rzepecki
Michał Saj

Wszędo - Student:
Piotr Łukasik
Marcin Legwant
Witold Mamczur
Rafał Kowalik
Iza Rodak
Magda Włosek

KADRA
Marek Duda
Karol Łyda
Wojciech Girguś





Zobacz całą galerię z wyprawy


Mój pierwszy raz… Chyba każdy musiał przez to przejść. Musisz zrobić dobre pierwsze wrażenie, nawiązać nowe znajomości i sprawić żeby ludzie Cię polubili.

W planie był wyjazd o godzinie 7.00 z PKS-u. Lecz kto, jak kto ale ja to chyba mam wrodzone nieszczęście do bycia na czas i jak na złość budzik mi nie zadzwonił wiec siła rzeczy spóźniłem się 30 minut… Wiec pierwsze wrażenie to klapa. Ciekawe co będzie dalej?

TRASA

Na początku była synagoga w Józefowie, kirkut, kamieniołom, który wyglądał „prawie” jak wielki kanion tylko ze trochę mniejszy i było zimniej, potem weszliśmy do lasu. Ciekawe, nasza kolacja spokojnie rosła sobie nie spodziewając się naszej wizyty. Podgrzybki, maślaki, bagniaki i oczywiście prawdziwki. Było co zbierać i oczywiście potem czyścić.

WIECZÓR

Wieczorem, gdy dotarliśmy do naszego domku miała dla mnie nadejść najprzyjemniejsza część, mianowicie ciepły prysznic… Niestety, jako „świeżak” nie wiedziałem ze nie zawsze świat jest taki kolorowy i nie wszędzie jest gorąca woda. Na szczęście szybko się przyzwyczaiłem i koniec końców woda nie była taka zimna. Po prysznicu przyszła pora na przygotowanie kolacji - sos grzybowy oraz rosół z makaronem. Na szczęście jest kilka odważnych dziewczyn, które poszły z nami i miały pojęcie o gotowaniu, którego mi brakowało. Nie umiejąc gotować starałem się zabłysnąć myciem naczyń, któro co prawda było karą za moje spóźnienie.

ŚPIEWANIE

Zasiedliśmy wszyscy przy stole w jadalni ubrani w polary, kurtki i swetry, ponieważ zaczęło robić się chłodniej i przy gorącej herbatce i zaczęliśmy... Ja niestety nie udzielałem się za bardzo w śpiewie, ponieważ byłem z Wszędołazem pierwszy raz i nie znałem wszystkich piosenek (w sumie to nie znałem żadnej) a poza tym 3 dni wcześniej zachorowałem na zapalenie krtani i po prostu nie byłem wstanie im towarzyszyć.

DZIEŃ DRUGI

Zaczął się jak każdy – nieprzyjemnie, bo trzeba było wstać… Nasze pożywne śniadanie składało się z płatków z mlekiem i kanapek z pasztetem lub jak kto woli z szynką i ketchupem. Po śniadaniu dostaliśmy 15 minut żeby się spakować na drogę powrotną i wyruszyliśmy. Za raz po wyjściu przyłączył się do naszej grupy pies którego nazywaliśmy Monika lub Monik (kwestia sporna) który później bez naszej zgody upolował sobie kaczkę której nie zjadł i którą musieliśmy wziąć ze sobą. Niestety przez taki wybryk został wyrzucony z klubu bez szansy powrotu i poleciał gdzieś w las. Ciekawe jaki będzie dalszy mój los – a to czas pokaże!

Michał Saj

[Powrót]