WIGILIA 2004

 

Znów się rodzi... Noc truchleje w oknach sali 201, która to dziś przyjmuje nieproszonych, pachnie jałowcem i tradycją potraw. Spod bieli obrusu na szkolnej ławie wygląda świeże sianko, niezdolne rozpoznać w nas uczniów dnia codziennego i wędrowców pogranicza. Strojni w złote szaty garniturów i sukienek, kierujemy się przetartym przez trzech króli szlakiem...Tomek już dawno wypatrzył gwiazdkę-czas przyjrzeć się Wigilii.

       

W owym czasie Miro drżeniem głosu przypomniał historię Narodzenia. Jak co roku myślami odbywamy podróż do jeszcze ciepłego w to wydarzenie Betlejem. Hołdując tradycji, dajemy głos kolędom – wśród nocnej ciszy rozchodzi się on po labiryncie pustych szkolnych korytarzy, wypełniając szczelnie ich zakamarki. I ten z trzaskiem łamiący się opłatek, najsmaczniejsza z potraw... Trudno zliczyć i  powielić różnorodność dobrych życzeń , jakie dyktuje  wtedy puls, nagłośnić te niewypowiedziane! Składając je sobie stawaliśmy naprzeciw siebie, by w czystości łzy zdobyć się na odwagę i szczerość. Po tej niezwykłej uczcie ducha urzekaliśmy się wonią i wysublimowanym smakiem przepysznej ryby po grecku, klusków z makiem, czy też nasączonego lekką nutką pikanterii barszczu a’la  Szef. Atmosferę podgrzała nie-duszpasterska wizyta Padre. Przy  blasku świec z talentem Piotra Skargi ukajał nasze myśli losami dziewczynki, której w ten szczególny wieczór brakowało ciepła. Czym byłoby to Spotkanie bez zadumy nad jego opowieścią?! (...) Wspólny śpiew wypełnił czasoprzestrzeń aż do niechcianej pory rozstania. Choć, może nie do końca niechcianej, bo ‘męskiej partii wieczerzy’ wyraźnie podobało się, że na pożegnanie mogą nas objąć nie tylko myślami... Magiczna to noc!

     

Słowa mówią, przybliżają, opisują..., nie ogarną jednak nastroju, w jakim spędziliśmy ten wieczór. Dzięki niemu ‘klimat’ w szkole znacznie się ocieplił. Szkoda tylko, że wszystko, co dobre przemija –do następnych NARODZIN!

 

DziK’a’roll

[Powrót]